Czym zaskoczyły mnie Włochy?

Na zakończenie opisywania wrażeń i wspomnień z tegorocznej październikowej wyprawy do Włoch, chciałabym przedstawić Wam to, co mnie podczas niej najbardziej zaskoczyło.

Pozytywnie zaskoczyło mnie:

  • Włosi znają angielski na bardzo różnym poziomie, lecz zawsze próbują się porozumieć. Oni trzy słowa po angielsku, my dwa po włosku, do tego dziesięć gestów i jakoś szło się dogadać ;)
  • Gotowe jedzenie w marketach jest naprawdę dobre. Czasami kupowaliśmy sobie w markecie Penny (sklep podobny do Biedronki) na kolację np. tortellini czy sos boloński do spaghetti i naprawdę nam smakowały.
  • Nietrudno jest znaleźć bary z kanapkami czy pizzami, w których ceny nie są aż tak wysokie jak w restauracjach.
Nasz ulubiony bar

Nasz ulubiony bar

Pizza w naszym ulubionym barze

Pizza w naszym ulubionym barze

  • We Florencji mieszkaliśmy na typowym blokowisku i na wszystkich balkonach ludzie mieli pełno doniczek z kwiatami.  A między blokami rosły drzewa , krzewy i kwiaty. Bardzo mi się podobała ta duża ilość zieleni w tej dzielnicy mieszkalnej.
Widok z balkonu mieszkania, w którym się zatrzymaliśmy

Widok z balkonu mieszkania, w którym się zatrzymaliśmy

  • Ceny ubrań, torebek, butów, dodatków itp. nie różnią się zbytnio od tych w Polsce, a nierzadko są lepszej jakości. Można więc wybrać się na zakupy ;)
  • Sztuka jest naprawdę wszechobecna.
Instalacja artystyczna między budynkami we Florencji

Instalacja artystyczna między budynkami we Florencji

Negatywne zaskoczenia:

  • Trzeba uważać w restauracjach i kawiarniach na tzw. cover charge lub table charge, czyli po prostu dodatkową opłatę za samo zajęcia miejsca przy stoliku. Wynosi ona różnie – czasem 1 euro,  czasem 2,5 euro, a czasami nawet 10% zamówienia.
  • W centrum miasta brak jest miejsc, w których można po prostu usiąść i odpocząć, np. parków, skwerów. Nie zauważyłam nawet ławek nad rzeką. Szkoda, bo czasem chciałoby się po prostu na chwilę usiąść i odpocząć.
  • Biletomaty działają różnie. W Pizie wziął nasze pieniądze i ani nie wydrukował biletu, ani ich nie oddał. Z kolei we Florencji gdy anulowaliśmy transakcję (bo nie mieliśmy odpowiedniego nominału a innych nie chciał przyjąć), zamiast oddać nam wpłacone wcześniej pieniądze, biletomat wydrukował kartkę zapisaną całą po włosku. Wydedukowaliśmy z niej, że po pieniądze musimy zgłosić się do punktu obsługi pasażerów miejskiego przewoźnika.
  • Czasami w środku miasta w przyzwoicie wyglądającej knajpce, za cenę normalną dla tego typu dania można dostać beznadziejne jedzenie. Pecha mieliśmy pierwszego dnia, gdy zmęczeni podróżą weszliśmy do jakiegoś lokalu w pobliżu Santa Maria Novella. Lasagne za 7 euro za porcję, które tam dostaliśmy, było prawie identyczne z daniem gotowym z Biedronki o tej samej nazwie…
Kolorowo i pysznie

Kolorowo i pysznie, a do tego niedrogo. Takie lokale też można spotkać w samym centrum Florencji.

  • Włosi jedzą słodkie śniadania – herbatniki z dżemem, słodkie rogaliki itp. Nie mogłam się do tego przyzwyczaić, brakowało mi dobrego zwykłego pieczywa
  • Nieco skomplikowana komunikacja miejska. U nas jest autobus linii np. 15, który jedzie z punktu X do punktu Y  i najczęściej wraca tą samą trasą. We Włoszech jest dużo ulic jednokierunkowych, więc trasy nie są takie same w dwie strony. Ponadto po numerze linii często są literki, np. 6a, 6b, 6c – oznacza to, że autobus nr 6 zaczyna w punkcie X jedzie kilka-kilkanaście przystanków po czym, jeżeli to 6a jedzie do punktu Z, jeżeli 6b to do punktu Q a 6c jeszcze w inne miejsce. Trzeba zatem bardzo uważać, w jaki autobus się wsiada i gdzie on jedzie.
Zdjęcie planu komunikacji miejskiej

Zdjęcie planu komunikacji miejskiej

  • We Włoszech wprowadzono wiele tzw. biletów łączonych, czyli kupując jeden bilet ma się wstęp do kilku atrakcji (np. Florencja: kopuła katedry+podziemia katedry+dzwonnica+baptysterium). Nie da się jednak kupić biletu tylko do jednej z tych atrakcji, tylko trzeba kupić ten bilet łączony. Choć razem zapłaci się mniej niż kiedyś za wszystkie atrakcje osobno, to jednak jeżeli ma się ochotę zobaczyć tylko jedno miejsce, to trzeba zapłacić więcej.
Na ulicy Florencji

Na ulicy Florencji

Bookmark the permalink.

5 Comments

  1. Hahha we włoskiej komunikacji to ja bym się chyba zgubiła. Niestety nie byłam jeszcze we Włoszech, ale zawsze bardzo podkołowywałam to państwo, teraz wiedzę że ma ono też jakieś minusy, a o niemocy w porozumiewaniu się po angielsku słyszałam z każdej strony, na szczęście Włosi wydają się tak przyjaźni że tak jak mówisz trochę tak trochę tak ale koniec końców jakoś sie dogada :)
    Pozdrawiam!

    • Generalnie w restauracjach czy w atrakcjach dla turystów (np. muzeach) ludzie mówią dobrze po angielsku. Gorzej w sklepach poza centrum czy przypadkowo spotkane osoby, których pytaliśmy o drogę ;) Również pozdrawiam

  2. Nie ma nic piękniejszego niż latte macchiato o poranku i gorący, chrupiący cornetto ;) jak dla nas to super odskocznie od pieczywa a daje dużo energii i pozytywnego humoru na cały dzień ;)

  3. witam, ja obecnie rowniez eksporuje Wlochy i tez uwielbiam ten poranny moment z kawa, gazeta, gdzies na sloncu, we wloskiej kawiarence. Przyjechalam do Wloch, jako wolontariusz. dzieki temu moge za grosze zwiedzacWlochy, ale tez inne miejsca. Pisze o tym u siebie na blogu. Zapraszam po inspiracje wszystkich tych, ktorzy chca podrozowac, ale maja w portwelu malo pieniedzy.

    https://lifeinprogress528.wordpress.com

    pozdrawiam
    Magda

Miło jest czytać komentarze - może jakiś napiszesz?