Brama Poznania ICHOT (01.2015)

Gdy nastaje zimna pora roku, opuszcza mnie chęć do podróżowania. Jest zimno, mokro i wietrznie, więc nie mam za bardzo ochoty gdzieś jeździć. Pozostaje więc zwiedzanie najbliższej okolicy.

Obecnie mieszkam w Poznaniu. Choć nie jest to zbyt turystyczne miasto, to jednak jest kilka miejsc, które warto zobaczyć, czy wydarzeń, w których można wziąć udział (np. wspominany przeze mnie kilkakrotnie festiwal rzeźby lodowej). W zeszłym roku nastąpiło głośne otwarcie kolejnego takiego obiektu – Bramy Poznania ICHOT (Interaktywnego Centrum Historii Ostrowa Tumskiego). Na początku, zapewne dzięki głośnej promocji oraz z powodu, że to pierwsza tego typu placówka muzealna w Poznaniu, nie sposób było się tam dostać, gdyż bilety rozchodziły się błyskawicznie. Odłożyłam wizytę w tym miejscu właśnie na zimową część roku, gdyż wiedziałam, że wtedy tego typu rozrywki są pożądane.

Wybraliśmy się tam w niedzielę 4 stycznia 2015 roku. Słońce akurat zachodziło, gdy wysiedliśmy z tramwaju na rondzie Śródka i ruszyliśmy w kierunku rzeki Cybiny, nad którą zlokalizowany jest ICHOT. Po drodze minęliśmy Śródkę – jeszcze niedawno bardzo zaniedbaną część miasta, która obecnie zaczyna wyglądać coraz lepiej. Pojawiły się pierwsze kawiarnie, odnowiono kilka kamienic. Jest jeszcze dużo do zrobienia, ale muszę przyznać, że ta okolica wygląda dużo lepiej niż choćby trzy lata temu. Teraz dodatkowo jest przystrojona świątecznie, co dodaje uroku.

Zrobiłam kilka zdjęć mostu biskupa Jordana oraz katedry i skierowaliśmy się do Bramy Poznania. Szary betonowy budynek znajduje się nad samą rzeką. Przez wielu uznawany za jeden z ciekawszych architektonicznie budynków oddanych do użytku w zeszłym roku (np. II miejsce w konkursie Bryła roku portalu bryla.pl), mnie zbytnio nie zachwyca. Dla mnie to po prostu szara betonowa kostka rzęsiście podświetlona wieczorem. Tylko dwa elementy mi się podobały – kładka prowadząca na drugi brzeg rzeki oraz szczelina biegnąca przez budynek z widokiem na katedrę.

Przy kasie byliśmy kilkanaście minut po godzinie 16, a udało nam się dostać bilety na godzinę 17 (jest limit zwiedzających na raz). Mogliśmy zarezerwować bilety wcześniej przez stronę internetową, ale nie byliśmy pewni kiedy tam się wybierzemy, więc w końcu tego nie zrobiliśmy. Bilet normalny to wydatek 15zł, a ulgowy 9 zł. Są też bilety rodzinne. Do tego można kupić bilety łączone – zwiedzanie Bramy Poznania oraz Ostrowa Tumskiego (w tym katedry) razem. Pełny cennik znajduje się tutaj.

Bilety do Bramy Poznania

Bilety do Bramy Poznania

Jako, że mieliśmy około 40 minut do wejścia, postanowiliśmy zrobić sobie mały spacer po Ostrowie Tumskim. Przeszliśmy kładką na drugi brzeg rzeki, obejrzeliśmy odnowioną Śluzę Katedralną, a później obeszliśmy katedrę i mostem biskupa Jordana ponownie trafiliśmy na Śródkę. Całkiem miły spacer nam wyszedł :)

Ponownie weszliśmy do budynku ICHOT. Przed zwiedzaniem można usiąść przy stoliku w kawiarni, a także skorzystać z bezpłatnej szatni i toalety.  Muszę dodać również, że cały budynek jest przystosowany dla osób niepełnosprawnych (jest winda).

Podany czas zwiedzania to od godziny do dwóch, ale jak się później okazało, to bardzo indywidualna sprawa. Nie ma osób oprowadzających – każdy dostaje za to audioprzewodnik. Przy wejściu do każdej z trzech dużych sal  powinno się wysłuchać nagrania, a następnie można samodzielnie wybierać to, co chce się jeszcze usłyszeć.

Cała ekspozycja Bramy Poznania to multimedia, nie ma tam żadnych klasycznych eksponatów. Są monitory, projektory, plansze i inne interaktywne przedmioty. Ogląda się filmy, zdjęcia, czyta opisy. A wszystko po to, by poznać dzieje Ostrowa Tumskiego.

Niestety, moim zdaniem jest to wszystko trochę przekombinowane. Niby wygląda ciekawie (przyciemnione wnętrza, kolorowe ekrany, dużo multimediów), ale już po chwili okazuje się dosyć nużące. Idzie się od zdjęcia/rysunku do kolejnego zdjęcia/rysunku i słucha się ich opisów (na dodatek najczęściej na stojąco). I tak od opisu zabytkowej monstrancji, przez przebudowę katedry do historii jakiejś szkoły działającej w XVII wieku. Opowieści nie są zbyt porywające – tylko zbiory suchych faktów.

Ograniczono się do historii Ostrowa Tumskiego, niewiele wtrącając o Poznaniu czy Polsce, a przecież ogólny kontekst jest ważny (no dobra, na ścianach były ekrany z kalendarium historii świata, ale niezbyt mi się chciało czytać tę „encyklopedię”). Powoduje to pewien chaos  – dużo szczegółowych informacji, które wydają się średnio istotne dla przeciętnego zwiedzającego. Koniec końców nie wiem czy coś stamtąd wyniosłam ponad to co wiedziałam wcześniej…

Może dzieciom podoba  się tam bardziej – mają inne nagrania, inną ścieżkę zwiedzania, dodatkowe sale i multimedia. Tego jednak nie mogę ocenić, bo nie rozmawiałam z żadnym dzieckiem o tym, czy mu się tam podobało.

Podsumowując, widać, że chciano zrobić coś nowoczesnego, innego od pozostałych muzeów w Poznaniu. Niestety zbyt zawężono temat i przekombinowano z ilością multimediów.

Cieszę się jednak, że coś się tamtej okolicy dzieje, bo Śródka była przez długi czas zapomniana. A filmy i nagrania mogą w każdej chwili wymienić na ciekawsze – taki to plus muzeum bez eksponatów ;)

A czy Wy lubicie takie multimedialne ekspozycje?

Bookmark the permalink.

Miło jest czytać komentarze - może jakiś napiszesz?