Jarmark Bożonarodzeniowy we Wrocławiu (12.2015)

W ostatnią sobotę spontanicznie wybraliśmy się do Wrocławia. Chcieliśmy zobaczyć podobno największy w Polsce świąteczny jarmark. Ciekawiło nas, czy znacznie się różni od Betlejem Poznańskiego i czy dorównuje jarmarkom w Berlinie. Zobaczcie jak wygląda Jarmark Bożonarodzeniowy we Wrocławiu!

Pogoda 5 grudnia była piękna, słońce świeciło przez cały dzień i było około 10 stopni. Dlatego najpierw zrobiliśmy sobie przyjemny spacer po Wrocławiu, ale o tym opowiem innym razem, opisując szerzej to ciekawe miasto. Tym razem skupię się na głównym celu naszej wizyty – Jarmarku Bożonarodzeniowym.

Jarmarki przedświąteczne, organizowane w Niemczech i Austrii od setek lat, stają się coraz bardziej popularne również w Polsce. Już nie tylko duże miasta, jak Wrocław, Warszawa czy Poznań mogą pochwalić się tego rodzaju atrakcjami, lecz także wiele mniejszych miast (Wejherowo, Tychy czy Kęty).

Betlejem Poznańskie odwiedzam rokrocznie. Nie jest to zbyt duży jarmark – kilkadziesiąt straganów, można w nich kupić m.in. przyprawy, biżuterię, wyroby z drewna i naturalnych tkanin, do tego napić się grzanego wina i zjeść np. bigos. Do tego posłuchać kolęd i piosenek świątecznych, czy to odtwarzanych z płyt, wykonywanych przez jakiś zespół albo przez dzielnych przedszkolaków ;) Poznański jarmark ma jeden punkt programu, którego nie mogę przegapić – Festiwal Rzeźby lodowej (w tym roku odbędzie się w najbliższy weekend!).

Kilka lat temu byłam przed świętami w Berlinie i spodobały mi się tamtejsze jarmarki, do których ten poznański jeszcze się nie umywa. Słyszałam jednak, że nie trzeba już jeździć za granicę, bo Jarmark Bożonarodzeniowy we Wrocławiu dorównuje tym niemieckim czy austriackim. Trzeba było to sprawdzić ;)

Wiedzieliśmy, że 5 grudnia, sobota, to termin, w którym wiele osób wpadnie na ten sam pomysł co my, i nie pomyliliśmy się – we Wrocławiu były tłumy. Pomimo tego nie trzeba było byt długo czekać by coś zjeść, wypić lub kupić coś na straganie. Obsługa działała naprawdę sprawnie.

Straganów we Wrocławiu jest mnóstwo. Pod tym względem jarmark przypomina mi te berlińskie. Gorzej jednak z asortymentem. Większość oferowanych tam rzeczy można dostać też np. na poznańskich jarmarkach (bożonarodzeniowym, świętojańskim czy wielkanocnym). Tylko, że we Wrocławiu zamiast jednego stoiska z przyprawami czy biżuterią, są 3-4, nieróżniące się za bardzo oferowanym towarem. Bardzo brakowało mi np. straganów z ciekawymi dekoracjami świątecznymi, które tak urzekły mnie w Berlinie. We Wrocławiu były bodajże 3 stoiska z bombkami, ale brakowało na nich ciekawych, unikatowych ozdób.

Strefa gastronomiczna wypadła dobrze – jeżeli chodzi o napoje, to dorośli mieli do wyboru kilka rodzajów grzańca (m.in. świąteczny, galicyjski, malinowy, jagodowy, wiśniowy) za 10-12 zł, a młodsi – gorącą czekoladę. Wszystko podane w uroczych kubeczkach w kształcie buta (płaciło się za niego kaucję 10 zł). Również nie można było narzekać na jedzenie – do wyboru m.in. langosz, kurtoszkołacz,  naleśniki, wędzone kiełbasy, oscypki, bigos czy też… czekoladowy kebab (zaintrygował mnie, ale się na niego nie skusiłam, czego odrobinę żałuję…).

Do tego atrakcje dla dzieci, jak Bajkowy Lasek,  gdzie można pooglądać interpretacje popularnych bajek czy znajdująca się pod ratuszem kolejka górska.

Jarmark prezentuje się ładnie – wszystkie budki są równe, drewniane, jednakowo ozdobione lampkami. Do tego kilka większych obiektów – np. Domek pod Krasnalem, również rzęsiście oświetlonych. Strefa gastronomiczna  jest oddzielona od przechodniów płotem z choinek, do tego można usiąść i ogrzać się przy ogniu. Wszystko wygląda estetycznie i tworzy dobry klimat.

Jarmark Bożonarodzeniowy we Wrocławiu

Jarmark Bożonarodzeniowy we Wrocławiu

Jednak są rzeczy, które należałoby jeszcze poprawić. Po pierwsze muzyka – niestety prawie cały czas zamiast kolęd i melodii świątecznych puszczano całkiem inną muzykę, głównie instrumentalną. Szkoda, bo to też wpływa na atmosferę.

Kolejna nieudana rzecz – parada Mikołaja. Jak można paradą nazywać przemarsz kilku osób, z których tylko 4 są widoczne z daleka? Nic dziwnego, że tłum napierał i Mikołaj miał problemy z objazdem rynku dookoła – każdy próbował coś dojrzeć, a niestety nie wiele tego było. Moja opinia nie jest odosobniona, słyszałam wokół siebie rozczarowane dzieci, które przyszły zobaczyć orszak Mikołaja, a nie zobaczyły nic ciekawego…

Podsumowując, Bożonarodzeniowy Jarmark we Wrocławiu można odwiedzić, ale to jeszcze nie niemiecki Weihnachtsmarkt. Mam nadzieję jednak, że będzie się rozwijał i za kilka lat będzie równie piękny :)

Lubicie w ogóle świąteczne jarmarki? Który Wam się najbardziej podobał?

Bookmark the permalink.

10 Comments

  1. Dzięki za relacje, bo sama zastanawiałam się czy się nie wybrać. Musisz przyjechać do Krakowa na jarmark i przy okazji wystawę szopek. Pozdrawiam!

  2. Bardzo lubię taką świąteczną atmosferę! Byłam na jednym małym „jarmarczku” teraz w Paryżu i bardzo mi się podobało. Muzyka była tam odpowiednia i tylko dodawała uroku :)

  3. O kurcze! A my mieszkamy we Wrocławiu i w tym roku jeszcze na Jarmarku nie byliśmy… Ale w niedzielę to nadrobimy ;)

  4. Mam pytanie kompletnie z innej bajki: Czy w Polsce dostać można na jarmarku grzaniec z białego wina? W Niemczech jest on na porządku dziennym, ale z czasów mojego zamieszkiwania we Wrocławiu pamiętam tylko grzaniec z wina czerwonego.

    • Ani we Wrocławiu, ani w Poznaniu nie spotkałam się z takim. Ale muszę uczciwie przyznać, że też takiego grzańca z białego wina nie poszukiwałam, więc pewna nie jestem, czy gdzieś nie sprzedają.

  5. Fajna relacja. Zobacz też relację z jarmarku w Krakowie na blogu Beztroskie wczasy

Miło jest czytać komentarze - może jakiś napiszesz?