Podróż przez bezdroża: Marek Tomalik „Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia”

Początek roku, środek zimy, to doskonały czas by poczytać o podróżach po ciepłych rejonach świata. Ostatnie dni spędziłam właśnie na  lekturze mojego bożonarodzeniowego prezentu – książki Marka Tomalika  Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia. Autor od kilkunastu lat odwiedza Australię, by przemierzać jej najmniej dostępne regiony. W  książce opisuje różnorodność Australii – pustynie, busz, góry, ale też większe i mniejsze miasta i osady Aborygenów.

(Moja recenzja powstała po przeczytaniu wydania II z 2015 roku, które w stosunku do wydania I jest kilkadziesiąt stron dłuższe i zawiera więcej fotografii.)

Marek Tomalik „Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia”

Marek Tomalik „Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia”

Od strony wizualnej książka prezentuje się świetnie – wygodny format, dobrej jakości papier, przyjemna czcionka. Wszystko to umila lekturę. Do tego setki zdjęć, w większości wykonanych przez autora, które pozwalają zobaczyć opisywane miejsca i ludzi.

Jeżeli chodzi o treść, to również jest dobra. Dużo informacji o tym odległym kontynencie, zarówno o krajobrazie, przyrodzie, zwierzętach, ale też o sposobie życia Australijczyków i Aborygenów.

Autor dużo uwagi poświęca opisom przygotowań o swoich wypraw. Uważa, że to ważny etap, niezbędny by podróż była udana. Pisze słowa, z którymi zdecydowanie się zgadzam: „(…) każda wyprawa ma trzy równorzędne etapy: przygotowania, samą podróż i wspomnienia”.

Oczywiście dużo miejsca zajmują opisy wypraw zorganizowanych przez Marka Tomalika, m.in. szlakiem Strzeleckiego (XIX-wiecznego polskiego podróżnika i odkrywcy, który zbadał wiele wcześniej nieznanych obszarów Australii)  lub Canning Stock Route, czyli ponad tysiąc kilometrowym szlakiem terenowym biegnącym przez bezludne obszary zachodniej Australii.

Tomalik w swą opowieść wplata wiele ciekawostek o faunie i florze Australii. Opisuje też różne zjawiska, jak pożar buszu, który zdarza się tam dość często. Wspomina nieco o dużych miastach, ale znacznie więcej uwagi poświęca małym miasteczkom i osadom. Dużo jest też informacji o ludziach – szczególnie rdzennych mieszkańcach tego kontynentu, Aborygenach. Bardzo mnie te opisy zaciekawiły, bo nie ukrywam, że o Aborygenach wiedziałam wcześniej niewiele.

Jednak książka posiada też słabe strony. Czasami po długim opisie przygotowań do trasy, opis samej podróży nie jest zbyt długi i wyczerpujący. Brakuje mi np. bardziej szczegółowych opisów miejsc na szlaku Strzeleckiego. Poza tym książka jest nieco chaotyczna – autor co chwilę przeskakuje między jedną podróżą a drugą, w międzyczasie wplatając wątki poboczne, np. o Polakach mieszkających w Australii. Na szczęście i tak jest ciekawie.

Podsumowując, Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia, to ciekawa książka, którą warto przeczytać nawet wtedy, gdy nie wybieramy się niedługo do Australii lub gdy nie jesteśmy fanami jazdy po bezdrożach. Książka Marka Tomalika poszerza horyzonty, pozwala uzupełnić swą wiedzę o świecie i ludziach go zamieszkujących. Do tego czyta się całkiem lekko i przyjemnie. W sam raz na zimowy wieczór :)

Czy lubicie czytać książki podróżnicze? Może coś polecicie?

P.S. Jeżeli ktoś z Was marzy o takiej podróży jak te opisywane przez autora, to świetnie się składa, bo Marek Tomalik organizuje takie wyprawy. Szczegóły na jego stronie internetowej.

Bookmark the permalink.

Miło jest czytać komentarze - może jakiś napiszesz?