Przełęcz Vršič, Alpy Julijskie, Słowenia (07.2016)

Kolejna trasa w okolicach Kranjskiej Gory. Tym razem szlak na Przełęcz Vršič położoną 1611 m n.p.m. Przebiega przez nią droga, która łączy Kranjską Gorę na północy z miejscowością Trenta na południu.

Widok z Przełęczy Vršič

Widok z Przełęczy Vršič

Poprzedniego dnia odbyliśmy spacer do schroniska Tamar, trochę oswoiliśmy się z górami i zapragnęliśmy znaleźć się nieco wyżej. Idealnym celem wydała nam się Przełęcz Vršič, do której prowadzi droga i szlaki z Kranjskiej Gory. Wybraliśmy łatwiejszy wariant, czyli wjazd busem na przełęcz i piesze zejście.

Być może w tym momencie zaskoczyło Was, że na przełęcz na wysokości 1611 m n.p.m. wjeżdżają busy? Tak to już jest w Słowenii ;) Przez Przełęcz Vršič, która leży w Triglavskim Parku Narodowym, przebiega droga, którą mogą jeździć samochody osobowe oraz busy, a także rowerzyści. W okresie letnim autobusy jeżdżą tam kilka razy dziennie.

Bus i samochody zaparkowane na Przełęczy Vršič

Bus i samochody zaparkowane na Przełęczy Vršič

Można oczywiście też dotrzeć tam pieszo:

Szlak nr 7 z Kranjskiej Gory na Przełęcz Vršič

  • Różnica wysokości: 800m (Kranjska Gora 810 m n.p.m. – Przełęcz Vršič 1611 m n.p.m.)
  • Czas przejścia: 3-4 h w jedną stronę
Kranjska Gora- Przełęcz Vršič

Kranjska Gora- Przełęcz Vršič

Etap 1. Busem z Krajskiej Góry na Przełęcz Vršič

Bus obsługiwany przez Alpetour przewiózł nas drogą 50 zakrętów. Trasa jest malownicza, ale zakręty naprawdę ostre, a jezdnia dosyć wąska. Każdy zakręt oznaczony jest tabliczką, na której napisany jest jego numer i wysokość, na której się znajduje.

Trasa biegnąca przez góry nosi nazwę Ruska Cesta, czyli Rosyjska Droga. Nazwa drogi pochodzi od rosyjskich jeńców wojennych, którzy sto lat temu ją wybudowali. Budowniczy pracowali w bardzo ciężkich warunkach, również zimą. Na dodatek dostawali skromne racje żywnościowe. Przez to, a także np. lawiny, wielu z nich straciło życie budując tę przeprawę przez góry.

Bus pokonał tę drogę w około pół godziny i już o 10 rano byliśmy na przełęczy. Gdybyśmy chcieli, moglibyśmy jechać dalej i dotrzeć do miejscowości Trenta.

Etap 2. Przełęcz Vršič

Na przełęczy powitał nas chłód i bardzo silny wiatr. Niebo było zachmurzone. Na szczęście piękne widoki wynagradzały nieprzyjemne warunki pogodowe.

Przełęcz położona jest na wysokości 1611 m n.p.m., a otaczają ją szczyty mające ponad 2000 metrów: Mala Mojstrovka (2332 m), Velika Mojstrovka (2366 m), Planja (2453 m), Prisojnik zwany też Prisank (2547 m), Razor (2601 m), Šitna Glava (2087 m), Slemenova Špica (1911 m), Sovna Glava (1750 m) i Suhi Vrh (2109 m). Chętni mogą w tym miejscu rozpocząć wspinaczkę na któryś z nich.

Na przełęczy znajduje się schronisko Tičarjev dom na Vršiču, w którym to pierwszy raz tego dnia ratowałam się gorącą herbatą. Muszę bowiem przyznać, że nie byłam zbyt dobrze ubrana na takie warunki pogodowe. Przed wizytą w Słowenii naczytałam się o upałach panujących w tym kraju w lipcu, również w górach, więc nie wzięłam zbyt wielu ciepłych ubrań. A trafiliśmy na chłodniejszą pogodę, podczas której w Kranjskiej Gorze było ok. 16 stopni, czyli na przełęczy było mniej niż 10 stopni i silny wiatr. Dobrze, że miałam nieprzewiewną kurtkę, źle – że tylko cienkie letnie spodnie. No cóż, kolejny raz przekonałam się, że góry to góry i trzeba być przygotowanym na różne warianty pogody.

Etap 3. Poštarski dom na Vršiču – Tonkina Koča

Nieprzyjemna pogoda nie wpłynęła na zmianę naszych planów i nadal chcieliśmy pieszo zejść szlakiem nr 7 do Kranjskiej Gory. Postanowiliśmy jednak nie przedłużać pobytu na przełęczy, tylko szybko zejść nieco niżej, by schować się przed wiatrem w lesie.

Najpierw jednak obeszliśmy prawie dookoła wierzchołek Vršič (1737 m) i dotarliśmy do kolejnego schroniska o nazwie Poštarski dom na Vršiču (1688 m). Tuż przy tym schronisku znaleźliśmy dobry punkt widokowy, z którego mogliśmy obejrzeć znajdujące się blisko nas szczyty.

Blisko nas była góra Prisojnik, w której znajduje się skalne okno, a poniżej niego niezwykła naturalna skalna płaskorzeźba – Ajdovska Deklica, która przypomina ludzką twarz. Pech chciał, że akurat w tym momencie popsuła mi się karta pamięci w aparacie i zdjęcia się nie zapisały. Na szczęście zrobiliśmy też kilka zdjęć telefonem.

Następnie zaczęliśmy schodzić w dół. Rzeczywiście po dojściu do poziomu lasu wiatr się uspokoił i mogliśmy cieszyć się otaczającą nas piękną przyrodą. Ścieżka, którą szliśmy, porośnięta była świeżą trawą. Wokół niej kwitły alpejskie kwiatki. Na niebie zaczęło pojawiać się słońce. Szło się bardzo przyjemnie. Co ciekawe, prawie w ogóle nie było innych ludzi. Spotkaliśmy tylko kilka osób, w tym dwie na rowerach.

Po nieco ponad godzinie dotarliśmy do jeszcze jednego schroniska – Tonkina Koča. Tam wypiłam kolejną rozgrzewająca herbatkę (choć nakłaniano mnie na kawę, której nie piję, a która w Słowenii jest popularniejsza od herbaty).

W pobliżu schroniska znajduje się piękna polana, z której można podziwiać okoliczne szczyty, w tym w całej okazałości widoczny jest Prisojnik i jego skalne okno.

Etap 4. Las, Ruska Kapelica i alpejskie łąki

Dalej nasz szlak prowadził przez bardziej gęsty las i koryta wyschniętych potoków. Szło się gorzej, gdyż ścieżka była węższa, ale wciąż bez problemów.

Tak dotarliśmy do uroczej drewnianej świątyni, zwanej Ruską Kapelicą. Tak jak i droga przez Przełęcz Vršič, tak i kaplica została zbudowana przez rosyjskich jeńców wojennych w czasie I wojny światowej.

Schodziliśmy dalej szlakiem nr 7, który kilkakrotnie przecinał drogę lub nawet biegł Ruską Cestą. Dzięki temu mogłam się przekonać, jak ostre są jej zakręty i jak kierowcy muszą uważać, gdy z naprzeciwka nadjeżdża inny pojazd.

Następnie weszliśmy głębiej w las. Trafiliśmy na skrzyżowanie leśnych ścieżek – w poprzek jednej rozpięta była taśma, więc stwierdziliśmy, że jest zamknięta. Poszliśmy więc drugą, pod linią wysokiego napięcia. Mijały już 3 godziny od Przełęczy Vršič, więc powinniśmy niedługo dotrzeć do Kranjskiej Gory.

Nagle wyszliśmy na rozległą łąkę, na której pasły się krowy. Na dodatek zza chmur wyszło słońce i zrobiło się ciepło i przyjemnie. Napawaliśmy oczy widokiem alpejskich szczytów, robiliśmy zdjęcia. Widoki przypominały te z reklam Milki. Było sielsko i anielsko ;) Powiem Wam, że to był dla mnie najprzyjemniejszy moment w czasie całego pobytu w Alpach Julijskich :)

Etap 5.Błądzenie i błoto

Jednakże trzeba było iść dalej. Szlak wiódł wzdłuż wyschniętego potoku, w którym pozostały jedynie białe kamienie. Trafiliśmy na kolejną łąkę. Ścieżka przez nią biegnąca była tak słabo widoczna, że pomyśleliśmy, że pomyliliśmy drogi. Tym bardziej że od kilku czy kilkunastu minut nie widzieliśmy tabliczek z oznaczeniem szlaku, ani tym bardziej innych ludzi. Doszliśmy do skraju łąki, a tam było tylko błoto. Musieliśmy zejść kilkadziesiąt metrów w bok by je ominąć.

Gdy weszliśmy w las, było widać ścieżkę, lecz była ona pokryta kilkunastocentymetrową warstwą błota. Znów zwątpiliśmy czy idziemy dobrą drogą. Nawet wróciliśmy się kawałek, ale nie znaleźliśmy żadnej strzałki w bok, więc postanowiliśmy spróbować ominąć błoto i iść dalej. Udało nam się to, choć nie szczędziliśmy brzydkich epitetów pod adresem osób dbających o ten szlak.

Na szczęście po kolejnych kilkunastu minutach dotarliśmy do kolejnej łąki i drogi. W miejscu gdzie szlak dochodził do drogi, wisiała informacja, że szlak, którym właśnie przyszliśmy jest… zamknięty. Szkoda, że z drugiej strony tego szlaku nie było takiej informacji. Mogliśmy bowiem pójść alternatywnie szlakiem nr 8 lub na upartego można było iść Ruską Cestą (trzeba by tylko uważać na samochody).

Na szczęście dalej droga była już prosta i minęła nam szybko. Po drodze do Kranjskiej Gory zobaczyliśmy jeszcze słynne Jezioro Jasna, ale postanowiliśmy wrócić do niego w inny dzień. Byliśmy już zmęczeni i głodni, więc moglibyśmy w pełni nie docenić tego malowniczego miejsca. Droga z Przełęczy Vršič do Kranjskiej Gory zajęła nam aż 5 godzin, ponieważ godzinę spędziliśmy na szukaniu ścieżki przez błoto…

Panorama z łąki robiła wrażenie

Panorama z łąki robiła wrażenie

Podsumowanie

Pomimo kiepskiej końcówki trasy, wycieczka nam się podobała. Przełęcz Vršič to godne polecenia miejsce, z którego można zobaczyć piękne szczyty Alp Julijskich.
Szlak łączący przełęcz z Kranjską Gorą nie jest trudny, lecz wymaga pokonania 800 metrów różnicy wysokości. Warto wiec rozważyć wariant, który my wybraliśmy – wjazd na przełęcz autobusem i piesze zejście.


A Wy w górach lubicie bardziej wchodzić na szczyt czy iść w dół? ;)

 


Inne wpisy na temat Słowenii:

Alpy Julijskie, Słowenia (07.2016)

Kranjska Gora-Planica-Tamar, Alpy Julijskie, Słowenia (07.2016)

Wodospad Peričnik i Mojstrana, Słowenia (07.2016)

Słowenia to nie tylko góry, czyli 1 dzień w Piranie (07.2016)

Jezioro Bled i Wąwóz Vintgar, Słowenia (7.2016)

Jaskinie Szkocjańskie, Słowenia (07.2016) – zachwycający podziemny świat

Węgry i Słowenia (07.2016)

Bookmark the permalink.

16 Comments

  1. Zawsze mi się wydaje, ze lepiej jednak iść w dół. Jednak nie ma jak to zmachać się idąc pod górę i zastanawiać się co cię czeka na samej górze. A potem te widoki…Ah!

  2. Na Pomorzu tony śniegu,a tu u Was takie widoki! Rewelacja! Aż chce się spakować plecak i ruszyć w góry!

  3. Wspaniałe zdjęcia i przygoda :) Kocham góry ! :)

  4. Co mogę więcej powiedzieć niż tylko PRZEPIĘKNIE! :)

  5. Wpis i zdjęcia naprawdę super! ;) a co do Słowenii.. w góry mnie jeszcze nie zaniosło, ale do tego kraju mam ogromną słabość (może dlatego, że studiuję język słoweński? Kto wie :D) no ale na pewno dlatego, że cała Słowenia jest straaaaasznie urocza :) no i te widoki! także wycieczki po górach zazdroszczę bardzo! Pozdrawiam imienniczkę :)

    • Ania (autorka)

      O, nie sądziłam, że w Polsce można studiować słoweński! ;) Ja też jestem zauroczona Słowenią :) Pozdrawiam Cię, Aniu :)

      • studiować można, aczkolwiek w obliczu tylu dialektów, których używa się w Słowenii to trochę szalony pomysł :) szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że tam nawet Słoweńcy z dwóch krańców kraju mają problemy ze zrozumieniem się :) a jak już spotkają obcokrajowca próbującego mówić po słoweńsku, to i tak preferują rozmowę po angielsku :)

        • Ania (autorka)

          Nie wiedziałam, że tam mają tyle dialektów! Całe szczęście, że większość Słoweńców mówi po angielsku :)

          • oj tak :) co naprawdę mi się spodobało (chociaż to może za dużo powiedziane) podczas mojego pobytu w Słowenii to to, że dużo starszych osób również posługuje się językiem angielskim :) przynajmniej w stolicy :)

          • Ania (autorka)

            Nie tylko w stolicy, bo i kierowcy autobusów w górach, i ekspedientki w sklepie w Kranjskiej Gorze, a nawet obsługa schronisk :) Naprawdę większość zna komunikatywny angielski.

  6. Piękne widoki! Mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazję tam pojechać. :-)

Miło jest czytać komentarze - może jakiś napiszesz?