Festiwal Światła, Łódź 2017, czyli nie wszystko piękne, co się świeci

Wycieczki małe czy duże to zwykle coś przyjemnego. Niestety czasem zdarza się wyjazd niezbyt udany. I o takim Wam dziś napiszę.

Popularne stały się ostatnio festiwale światła, podczas których nocne miasta zmieniają się nie do poznania. Kolorowe lampki, instalacje świetlne zamieniające parki i podwórka w galerie sztuki nowoczesnej, a także video mapping 3D ożywiający budynki. Brzmi i wygląda zwykle ciekawie.

Plac Wolności w Łodzi

Plac Wolności w Łodzi

Kilka lat temu byłam na Bella Skyway Festival odbywającym się w sierpniu w Toruniu. Pomimo, że trafiłam na słabszy rok, to i tak instalacje świetlne, a szczególnie mapping, zrobiły na mnie wrażenie.

W tym roku zdecydowaliśmy się odwiedzić konkurencyjny festiwal światła w Łodzi – Light Move Festival. Niestety był dla nas dużym rozczarowaniem.

Jak wiadomo, Łódź to przede wszystkim ulica Piotrkowska. I głównie właśnie na tej ulicy oraz w jej okolicy rozlokowane były festiwalowe atrakcje. Sama ulica robiła ładne wrażenie – zmieniające się kolorowe światła pięknie podkreślały detale kamienic. Niestety panował na niej taki tłok, że nie bardzo można było się zatrzymać, by na spokojnie się rozejrzeć. Najgorzej było w okolicy Piotrkowskiej 76, gdzie była projekcja mappingu „Techstura”. Naprawdę, jeszcze nigdy nie byłam w takim tłumie, gdzie ludzie próbowali iść w dwie strony, a tylko wzajemnie się popychali. A pośród tego dzieci, wszak nie było jeszcze 21 godziny. Wokół nie było ani jednego policjanta, czy osoby, która pokierowałaby ruchem pieszych. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby ktokolwiek się tam przewrócił.

Gdy wreszcie udało nam się wydostać z tego tłumu, postanowiliśmy pójść na Plac Wolności i do Parku Staromiejskiego. Na Placu Wolności obejrzeliśmy 2 mappingi – „Światłem malowane” na kościele, oraz „Paradox” na muzeum. Pierwszy był całkiem dobry, drugi całkowicie niespójny, bez motywu przewodniego (taki sam problem był z mappingiem „Techstura”). Na dodatek przed każdym pokazem trzeba było obejrzeć… reklamy :/

Na Placu Wolności też było dosyć tłumnie, ale nie tak strasznie jak na Piotrkowskiej. Potem poszliśmy do Parku Staromiejskiego, gdzie były mniejsze instalacje. Niestety niezbyt ciekawe.

Po drodze zgubiliśmy znajomych, z którymi przyjechaliśmy, więc trochę czasu zajęło nam odnalezienie się (oni w ogóle nie znali Łodzi). Minęła już godzina 22. Robiło się coraz zimniej.

Tłum na ulicy Piotrkowskiej nieco zmalał, ale mieliśmy wrażenie, że ludzie przenieśli się do okolicznych knajpek – wszystkie miejsca były pozajmowane. A nam coraz bardziej marzyło się coś ciepłego do jedzenia. W końcu znaleźliśmy gdzieś wolne miejsce i posililiśmy się.

Udaliśmy się następnie do Parku Sienkiewicza, lecz tam także nie było zbyt ciekawie. Postanowiliśmy zatem zobaczyć jeszcze dwa mappingi – na cerkwi i na Łódzkim Domie Kultury. Niestety okazało się, że… nie zdążyliśmy. W między czasie minęła północ i impreza się skończyła.

Tak wyglądał pokaz, na który nie dotarliśmy. Niestety chyba ominęło nas najlepsze na festiwalu światła…

 

Pozostało zmęczenie, zniechęcenie i rozczarowanie. Szkoda.

Niestety festiwal w Łodzi charakteryzował się chaosem. Ciężko było się dowiedzieć, gdzie można zaparkować auto (policjanci nawet nie bardzo wiedzieli gdzie nas skierować, gdy krążyliśmy ulicą Tuwima) lub gdzie zdobyć mapkę z atrakcjami (w punkcie informacyjnym już się skończyły). Tłum na Piotrkowskiej nie był w żaden sposób kierowany, traciło się w nim tylko czas i nerwy. Do tego pokazy nie miały jakiejś myśli przewodniej, nie przedstawiały spójnej historii, miałam wrażenie, że to losowe obrazy połączone z przypadkową muzyką.

 

Poza tym pełno sprzedawców badziewnych rogów, opasek, kokardek i mieczy świetlnych, których pulsujące światło raziło w ciemności. No i oczywiście ludzie świecący laserami w czasie mappingu :/

Nie podobała mi się ta impreza i wątpię, że kiedyś jeszcze ją odwiedzę. Za to chętnie wrócę do Torunia, gdzie jednak wszystko jest lepiej rozplanowane i zorganizowane.


A czy Wy byliście kiedyś na jakimś festiwalu świateł? Podobało Wam się?

Bookmark the permalink.

2 Comments

  1. Podpisuję sie pod tym wpisem! Dokładnie tak – tłok, przpychanka i chaos. Byłam w ubiegłym roku i szybko wycofałam się z tłumu. W tym roku już się nie wybrałam.

    • Ania (autorka)

      Czyli to nie tylko w tym roku tak to wyglądało :/ Twoje słowa tylko utwierdziły mnie w tym, żeby nie dawać Łodzi drugiej szansy…

Miło jest czytać komentarze - może jakiś napiszesz?